Są partnerstwa, które podpisuje się na papierze.
I są takie, które dzieją się… dużo głębiej.
Fundacja Śląskie Kobiety Biznesu i Orivène | Polish Premium Beauty Brand połączyły siły.
Wywiad z Wiolettaą Koper-Staszowską, Prezes Fundacji Śląskie Kobiety Biznesu
Buduje Pani społeczność kobiet, które codziennie podejmują ważne decyzje i biorą odpowiedzialność nie tylko za swoje biznesy, ale często stają przed trudnymi życiowymi wyborami. Co dla Pani osobiście stanowi ten niezmienny fundament spokoju, który pozwala zachować jednocześnie jasność myślenia i wewnętrzną równowagę?
Fundamentem jest jasność ról i wartości.
Przez lata zarządzania – zespołami, zmianą, strategią – zrozumiałam jedno: chaos zaczyna się tam, gdzie nie wiemy, kim jesteśmy w danej sytuacji.
Czy jestem mentorką?
Decydentką?
Partnerką do rozmowy?
A może po prostu człowiekiem, który ma prawo powiedzieć „potrzebuję chwili”?
Mój spokój nie wynika z braku wyzwań. Wynika z wewnętrznej zgody, że nie muszę reagować na wszystko. Mam swoje filtry: czy to jest zgodne z moimi wartościami? Czy buduje długofalową wartość? Czy służy ludziom?
Jeśli odpowiedź brzmi „tak” – działam zdecydowanie. Jeśli nie – odpuszczam bez poczucia winy. Jasność myślenia to efekt uporządkowanego wnętrza. A porządek zaczyna się od odwagi, by nie żyć cudzymi oczekiwaniami. Fundacja Śląskie Kobiety Biznesu to przestrzeń wzajemnego wzmacniania się.
Jakiej formy wsparcia, w Pani odczuciu, najbardziej potrzebują dzisiaj nowoczesne liderki, aby ich rozwój nie odbywał się kosztem ich dobrostanu, lecz w harmonii z nim?
Nowoczesne liderki nie potrzebują kolejnej motywacyjnej konferencji. Potrzebują bezpiecznej przestrzeni, w której mogą zdjąć zbroję.
Z mojej perspektywy, osoby zarządzającej HR i budującej społeczność kobiet biznesu, kluczowe są trzy elementy: realne partnerstwo, a nie rywalizacja; rozmowy o odpowiedzialności bez idealizowania i dostęp do wiedzy strategicznej, która wzmacnia kompetencje, a nie tylko pewność siebie.
Rozwój nie może odbywać się kosztem zdrowia. Jeśli sukces wymaga permanentnego napięcia, to jest źle zaprojektowany. Dlatego w Fundacji budujemy środowisko, w którym siła nie polega na byciu „najgłośniejszą”, lecz na byciu świadomą swojej wartości.
Często mówimy o wielkich sukcesach, a rzadziej o drobnych, codziennych wyborach, które do nich prowadzą. Jakie rytuały lub zasady (niekoniecznie zawodowe) pomagają Pani pielęgnować tę autentyczność, która przyciąga do Pani tyle inspirujących kobiet?
Autentyczność to nie deklaracja. To konsekwencja. Ja mam kilka prostych zasad: nie mówię „tak”, kiedy chcę powiedzieć „nie”; nie udaję, że wiem, jeśli potrzebuję czasu na analizę; dbam o ciało tak samo jak o strategię: ruch, natura, cisza.
Bardzo często trenuję w lesie. TRX między drzewami przypomina mi coś ważnego: równowaga to nie stan stały. To ciągłe mikro-korekty. Tak samo jest w biznesie. Nie chodzi o perfekcję. Chodzi o świadomość i powrót do siebie. Kobiety wyczuwają autentyczność i przyciągają ją jak magnes.
Prowadzenie Fundacji to nie tylko strategia, to przede wszystkim serce oddane innym. W świecie nastawionym na szybki zysk, jak bezinteresowne wsparcie i zwykła ludzka solidarność potrafią przełożyć się na siłę w biznesie? Czy czuje Pani, że ta energia, którą Pani daje, wraca w postaci nie tylko odwagi do dalszego działania, ale i w postaci ludzkiej życzliwości?
Absolutnie tak. Biznes opiera się na relacjach, a relacje opierają się na zaufaniu.<br>Zaufanie buduje się nie wtedy, gdy jest wygodnie, lecz wówczas, gdy ktoś jest obok bez kalkulacji.
Prowadzenie Fundacji nauczyło mnie, że solidarność to nie hasło. To konkretne działanie: telefon, rekomendacja, wsparcie w trudnej decyzji.
Czy energia wraca? Tak. Nie zawsze w tej samej formie i nie zawsze od tych samych osób, ale wraca jako reputacja, jako życzliwość, jako otwarte drzwi. W długim horyzoncie czasowym dobro jest najlepszą strategią biznesową.
Wszyscy szukamy skomplikowanych lub ekstremalnych metod na zachowanie równowagi, a często najwięcej uczą nas ci, którzy po prostu są: nasi czworonożni towarzysze. Czego Pani uczy się od zwierząt w kwestii bycia 'tu i teraz’ i jak ta ich szczera, prosta obecność wpływa na Pani postrzeganie codzienności?
Zwierzęta nie budują narracji o sobie. Nie analizują, czy wypadły wystarczająco profesjonalnie. Są obecne w tym, co robią. To lekcja, która w świecie przeładowanym ambicją jest bezcenna. Bycie „tu i teraz” nie oznacza rezygnacji z celów. Oznacza pełne zaangażowanie w to, co właśnie się dzieje.
Kiedy wracam do domu i widzę czystą, bezwarunkową radość, przypominam sobie, że życie to nie tylko strategia, ale też relacja. Lider, który potrafi być obecny, buduje zespoły, które czują się bezpieczne.